pepperversion

here be peppers ~ since early 2003

Kategoria: Zrzęda

Chora kasa

Ania dzwoni do przychodni, pierwszy raz od kilku lat.

Ania: Dzień dobry, chciałam się zarejestrować do lekarza.
Piguła (tonem majstra ze skeczu kabaratu Dudek): Nazwisko. Jest pani u nas zarejestrowana?
A: Tak, jestem. Anna Parzysz.
P (po chwili, oczywiście już całkiem chamskim tonem pani świata): NIE MA!
A: Hm. Wie pani co, może jeszcze jestem pod panieńskim nazwiskiem tam zapisana?
P: A jak to nazwisko?
A: Barańska.
P: No. Bo pod takim to nie jest pani zarejestrowana! (“takim” – domyślam się ze “Parzysz” :> ) – i ucichła.

Po chwili ciszy piguła najwyraźniej wraca do telefonu po znalezieniu karty pacjenta. Ton wybitnie burczący i obrażony.
P: Jedenasta dwadzieścia. [klik] – rozłączyła się.

Podwyżki w służbie zdrowia? Ja wam kurwa dam podwyżki. Za takie traktowanie klienta to gdzie indziej się leci z pracy. Wredne, niekompetentne, chamskie, leniwe, wkurwiające raszple.

Pod tym względem tęsknię za Irlandią...

EDIT: Pani doktor za to okazała się przemiła. Tej dać podwyżkę. I wódki. ;)

Nie ma… Nie ma… Ale to jest fucha!

W sumie jest mi wszystko jedno w jakiej jestem sieci komórkowej, byle działała i nie była za droga. Średnio interesują mnie SMSy, chcę płacić jakąś tam kwotę na miesiąc i za to mieć ileś tam minut do wszystkich. I może “jakiś internet”. No i tak płacę.

Albo raczej płaciłem. W dniu kiedy kończył się termin płatności, o 19-tej, wybraliśmy się do centrum Plaza w Poznaniu żeby zapłacić rachunek. Weszliśmy do, pożal się Bobie, “salonu” Orange (czynnego do 21:00!), kierujemy się całe 5 metrów do kasy, i z boku słychać burknięcie “Kasa już nieczynna”. Ani słowa wyjaśnienia, ani “przepraszam”, ani “jeśli Państwo chcą dziś zapłacić rachunek, zapraszamy tu i tu”. Nic.

To że płacę stosunkowo niewielkie kwoty za telefon (ok. 100 zł) nie ma tu żadnego znaczenia. Chciałem ostatnio wydać trochę więcej kasy w Orange – kupując iPhone – i nie dość że okazało się to prawie niemożliwe, to w tym samym salonie w Plazie usłyszałem przez telefon “proszę dzwonić i pytać w środę”. Nosz w mordę... chcę u Was wydać 1500 zł, może ktoś łaskawie zadzwoniłby do mnie?! Szkoda wam 2 minut?!

Kiedy Polacy nauczą się porządnej obsługi klienta? A może wystarczyłaby zwykła uprzejmość?

Nie kończy się to na salonach telefonii komórkowych. I Ania i ja spotykamy się z takim traktowaniem na co dzień. No i trochę będziemy podpowiadać tym, którym w ogóle chce się to czytać, do jakich miejsc się wybierać a do jakich nie – przynajmniej w Poznaniu i okolicach. ;) Taki nasz lokalny odpowiednik “co mnie wkurza” Mr. Cejrowskiego. Lubię zrzędzić, więc mnóstwo przykładów już czeka w kolejce. Strzeżcie się sprzedawcy, ekspedienci, pracownicy obsługi klienta, kelnerzy!

Handlowcy reprise

Nagranie odtworzone zaspanemu mnie po podniesieniu słuchawki, ton wybitnie entuzjastyczny:

WITAM! Tu Marcin Jakiśtam skądśtam, GRATULUJĘ! Ten numer został wylosowany do…

[klik]

Handlowcy

Od czasu jak Ania zarejestrowała działalność, spam telefoniczny przybrał na sile. Już nie proponuje się nam tylko udziału w pokazach pościeli z merynosów, ale i bardziej wyszukane towary.

– [Głos w słuchawce] Dzień dobry, Małgorzata Jakaśtam z Działu Nowych Aktywacji Plus GSM, czy z Panią Anną można?

(Od razu otwiera mi się nóż w kieszeni. Co “można”?! Zatańczyć?!)

– [Ja] Nie ma żony w tej chwili.

– [Głos] A może po trzynastej, czternastej? Albo pod innym…
– [Ja (przerywając niechcący)] Po siedemnastej.
– [Głos] No to może pod innym nume…?
– [Ja (przerywając zamierzenie)] Nie.
– [Głos (a w nim konsternacja)] No to może pod innym numerem?
– [Ja] Nie.
– [Głos (po chwili ciszy)] ...Nie?
– [Ja (z delikatnie podniesionym ciśnieniem krwi)] Nie.
– [Głos] Nie?
– [Ja (wzdychając i odpuszczając trochę)] Nie, żona nie będzie do siedemnastej dostępna pod innym numerem telefonu.
– [Głos (wesoło, wyczuwszy rezygnację)] Pozwolę sobie w takim razie zadzwonić po siedemnastej, dziękuję, do widzenia! [klik]
– [Ja (mrucząc do “pustej” słuchawki)] Po siedemnastej to tutaj będzie odbierał telefony ktoś z Wehrmachtu. Albo z Mara Salvatrucha.

Tak więc nie dzwońcie do mnie dziś po siedemnastej na domowy numer, bo zapewne nas nie będzie. A jeśli będziemy, to będziemy gryźć.

Lokalizacja

Przemyślenie mnie dopadło po przełączeniu języka w OS X 10.5 na “Polski”.

Bonziur

Atrakcji biurowych ciąg dalszy

Wróciliśmy z dwutygodniowego pobytu w Dublinie święcie przekonani, że sąsiedzi zdążyli skończyć remont. Wiadomo, że jak się mieszka w bloku to raz po raz trzeba tolerować takie rzeczy jak wiercenie i łupanie młotkiem – całe życie mieszkam w blokach i zdążyłem się przyzwyczaić :) Robią remont to robią, no problem, jak trzeba będzie to i pomogę. Ale trzy tygodnie wiercenia ścian? Dzizus…

W sumie problem jest tylko jeden – jak ja mam tu pracować? o_O

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Atrakcje biurowe

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Nic tylko się skupić i tworzyć.

Małe oszustwo

Druid napisał ostatnio o kretyństwie zmuszającym studentów pewnej uczelni do używania IE6. I coś mi się przypomniało.

Czasami, robiąc projekt dla klienta, przy okazji kupujemy dla niego nowego peceta, ew. czyścimy starego, robimy update systemu, instalujemy antywirusa, Firefoxa (Operą z średnio zrozumiałych dla mnie powodów nie da się ich zamęczać) firewall itede. Zazwyczaj po niedługim czasie, nawet jak na XP, okazuje się, że system nałapał wirusów i innych adware’owych śmieci. Diagnozę stawiamy odruchowo – “Ha ha, you browsed for porn, didn’t ya?”, po czym klient robi wielkie oczy, czerwieni się i pyta, czy mamy jakiś system który wykrywa co on robił na komputerze. Tia…

Po krótkim czasie sytuacja się powtarza, więc klient przywozi komputer z powrotem, diagnozę stawiamy odruchowo: “Ha ha, you browsed for porn using the big blue E browser, didn’t ya?” Klient znów robi wielkie oczy.

Co pomaga? Nieetyczne usunięcie ikony IE z pulpitu, wstawienie w jej miejsce ikony Firefoxa i podmiana ikony Firefoxa na ikonę IE. Jeśli pominąć ten ostatni krok, w większości przypadków klient zadzwoni, żeby powiedzieć “zepsuliście coś, nie mam internetu!”, ew. znajdzie sobie w menu start ikonę Internet Explorera i… wszystko zaczyna się od początku.

Aha, wiem, że Firefox nie jest w 100% bezpieczny. Ale z doświadczenia wynika że bezpieczniejszy niż IE 6.

No, to… bo żona mie schepie.

Telefonia, pożal się Boże – finał?

Dziś przypadkowo rzuciłem okiem na liveboxa i coś za dużo diod mi tam świeciło. Co się okazuje? Włączyli nam telefonię VoIP. Nikt się nie pofatygował, żeby zadzwonić i powiedzieć że już działa. Całe szczęście, że teraz livebox stoi na wierzchu, nie tak jak kiedys, schowany, bo byśmy nie zauważyli nie wiem jeszcze jak długo (czekaliśmy na obiecany telefon z TP, informujący nas, czy coś da się z “naszym” problemem zrobić).

Teraz czekam więc tylko, kiedy toto bez zapowiedzi wyłączą.

Telefonia, pożal się Boże – ciąg dalszy, a jakże

Oj, biedny, biedny ten pan, który dziś miał nieszczęście odebrać telefon jak zadzwoniłem na infolinię Neostrady.

Po kolei: zadzwoniłem i powiedziałem że to i to, że sprawa już jest ponoć przekazana do działu technicznego, i że miałem dziś zadzwonić się dowiedzieć co i jak z tym zgłoszeniem. Zostałem standardowo poproszony o chwilę cierpliwości, która tym razem trwała kilka ładnych minut (zazwyczaj, trzeba przyznać, załatwiają wszystko szybko).

Po tej “chwili” konsultant poinformował mnie, że sprawa jest przekazana do “komórki wewnętrznej” (khm… i na to potrzebowałeś, człowieku, kilku minut? Przecie właśnie ci to powiedziałem!). Powiedział również, że właśnie rozmawiał z osobą, która się moim problemem zajmuje, i że mam dowiadywać się o rozwiązanie problemu za jakieś... 2 tygodnie. Słownie: DWA TYGODNIE.

AAAAAAAAARGH

Do tego, żeby sobie klient TP nie pomyślał, że się o niego dba, nie istnieje żaden inny (poza infolinią) numer telefonu, pod który mógłbym zadzwonić, żeby się dowiedzieć szczegółów. Nie i koniec. Od tego jest infolinia (no dobra, jakiś sens to ma, ale nie wtedy, gdy infolinia potrafi tylko powiedzieć “proszę zadzwonić jutro… proszę zadzwonić za kilka dni… proszę zadzwonić jutro… proszę zadzwonić za dwa tygodnie…”).

Gdyby nie to, że kupiliśmy aparat telefoniczny specjalnie do tej, pożal się Boże, usługi, dawno bym ich posłał w diabły. A tak – idę czytać dokładnie umowę. Swoją drogą, bardzo dziwiło mnie, że jest w niej tyle paragrafów o reklamacjach – no i proszę, już mnie nie dziwi. Pieprzysz uczy się całe życie.

NP: Disillusion – Gloria