Lokalizacja
Przemyślenie mnie dopadło po przełączeniu języka w OS X 10.5 na “Polski”.

blog perwersyjnie przyprawiony
Przemyślenie mnie dopadło po przełączeniu języka w OS X 10.5 na “Polski”.

Wróciliśmy z dwutygodniowego pobytu w Dublinie święcie przekonani, że sąsiedzi zdążyli skończyć remont. Wiadomo, że jak się mieszka w bloku to raz po raz trzeba tolerować takie rzeczy jak wiercenie i łupanie młotkiem – całe życie mieszkam w blokach i zdążyłem się przyzwyczaić :) Robią remont to robią, no problem, jak trzeba będzie to i pomogę. Ale trzy tygodnie wiercenia ścian? Dzizus…
W sumie problem jest tylko jeden – jak ja mam tu pracować? o_O
Druid napisał ostatnio o kretyństwie zmuszającym studentów pewnej uczelni do używania IE6. I coś mi się przypomniało.
Czasami, robiąc projekt dla klienta, przy okazji kupujemy dla niego nowego peceta, ew. czyścimy starego, robimy update systemu, instalujemy antywirusa, Firefoxa (Operą z średnio zrozumiałych dla mnie powodów nie da się ich zamęczać) firewall itede. Zazwyczaj po niedługim czasie, nawet jak na XP, okazuje się, że system nałapał wirusów i innych adware’owych śmieci. Diagnozę stawiamy odruchowo – “Ha ha, you browsed for porn, didn’t ya?”, po czym klient robi wielkie oczy, czerwieni się i pyta, czy mamy jakiś system który wykrywa co on robił na komputerze. Tia…
Po krótkim czasie sytuacja się powtarza, więc klient przywozi komputer z powrotem, diagnozę stawiamy odruchowo: “Ha ha, you browsed for porn using the big blue E browser, didn’t ya?” Klient znów robi wielkie oczy.
Co pomaga? Nieetyczne usunięcie ikony IE z pulpitu, wstawienie w jej miejsce ikony Firefoxa i podmiana ikony Firefoxa na ikonę IE. Jeśli pominąć ten ostatni krok, w większości przypadków klient zadzwoni, żeby powiedzieć “zepsuliście coś, nie mam internetu!”, ew. znajdzie sobie w menu start ikonę Internet Explorera i… wszystko zaczyna się od początku.
Aha, wiem, że Firefox nie jest w 100% bezpieczny. Ale z doświadczenia wynika że bezpieczniejszy niż IE 6.
No, to… bo żona mie schepie.
Dziś przypadkowo rzuciłem okiem na liveboxa i coś za dużo diod mi tam świeciło. Co się okazuje? Włączyli nam telefonię VoIP. Nikt się nie pofatygował, żeby zadzwonić i powiedzieć że już działa. Całe szczęście, że teraz livebox stoi na wierzchu, nie tak jak kiedys, schowany, bo byśmy nie zauważyli nie wiem jeszcze jak długo (czekaliśmy na obiecany telefon z TP, informujący nas, czy coś da się z “naszym” problemem zrobić).
Teraz czekam więc tylko, kiedy toto bez zapowiedzi wyłączą.
Oj, biedny, biedny ten pan, który dziś miał nieszczęście odebrać telefon jak zadzwoniłem na infolinię Neostrady.
Po kolei: zadzwoniłem i powiedziałem że to i to, że sprawa już jest ponoć przekazana do działu technicznego, i że miałem dziś zadzwonić się dowiedzieć co i jak z tym zgłoszeniem. Zostałem standardowo poproszony o chwilę cierpliwości, która tym razem trwała kilka ładnych minut (zazwyczaj, trzeba przyznać, załatwiają wszystko szybko).
Po tej “chwili” konsultant poinformował mnie, że sprawa jest przekazana do “komórki wewnętrznej” (khm… i na to potrzebowałeś, człowieku, kilku minut? Przecie właśnie ci to powiedziałem!). Powiedział również, że właśnie rozmawiał z osobą, która się moim problemem zajmuje, i że mam dowiadywać się o rozwiązanie problemu za jakieś... 2 tygodnie. Słownie: DWA TYGODNIE.
AAAAAAAAARGH
Do tego, żeby sobie klient TP nie pomyślał, że się o niego dba, nie istnieje żaden inny (poza infolinią) numer telefonu, pod który mógłbym zadzwonić, żeby się dowiedzieć szczegółów. Nie i koniec. Od tego jest infolinia (no dobra, jakiś sens to ma, ale nie wtedy, gdy infolinia potrafi tylko powiedzieć “proszę zadzwonić jutro… proszę zadzwonić za kilka dni… proszę zadzwonić jutro… proszę zadzwonić za dwa tygodnie…”).
Gdyby nie to, że kupiliśmy aparat telefoniczny specjalnie do tej, pożal się Boże, usługi, dawno bym ich posłał w diabły. A tak – idę czytać dokładnie umowę. Swoją drogą, bardzo dziwiło mnie, że jest w niej tyle paragrafów o reklamacjach – no i proszę, już mnie nie dziwi. Pieprzysz uczy się całe życie.
NP: Disillusion – Gloria
Pracuję dla irlandzkiej firmy, więc muszę często dzwonić do Irlandii. W kontaktach z biurem wystarcza Skype Video, ale do klientów dzwoniłem najpierw używając SkypeOut, a potem przerzuciłem się na VoipStunt.
Mamy w domu Neostradę i bardzo sobie chwalimy (tak, wiem, dziwne :)). Potrzebowaliśmy router bezprzewodowy, a nie bardzo był sens go kupować, bo umowę z TPSA mamy jeszcze tylko na kilka miesięcy, to wzięliśmy sobie za złotówkę na miesiąc Liveboxa.
No i się zaczęło. Co jakiś czas dzwoni ktoś z TPSA z propozycją nowych usług. Jak zadzwonili z propozycją darmowej Videostrady (video on demand, czyli reklamowana w TV “wypożyczalnia filmów bez wychodzenia z domu”), to w pierwszej chwili się skusiliśmy, ale zepsuł nam się telewizor, więc dalim sobie spokój.
Jakiś czas później (6 czy 8 października) zadzwonił pan z TPSA, proponując telefonię internetową. Początkowo nie chciałem, ale doszedłem do wniosku, że skoro istnieje opcja z zerowym abonamentem, to i Ani i mnie będzie wygodniej dzwonić za granicę z telefonu niż za każdym razem włączać komputer / program. Zresztą Ania nie lubi siedzieć przy komputerze jak dzwoni, a przy używaniu słuchawki bluetooth Windows XP nam siada (BSOD! Ja chcę porządnego Maka!).
No więc pan powiedział że umowę wyśle pocztą, trzeba ją podpisać i zanieść / wysłać do salonu. Salon mamy pod nosem, więc jak przyszła (po strasznie dłuuugim czasie, w którym wspomniany pan zdążył 3 razy do nas zadzwonić i zapytać czy już dostaliśmy), zanieśliśmy ją od razu (w sobotę, 14 października) do salonu i przekonani, że wszystko ok, polecieliśmy kupić drugi aparat telefoniczny.
Zgodnie z instrukcją dołączoną do umowy, usługa powinna zostać uruchomiona zaraz po zarejestrowaniu dokumentów w salonie. Kupiliśmy drugi telefon i wieczorem sprawdzamy czy toto działa – oczywiście, nie. Wszystko zrobiliśmy zgodnie z instrukcją, ale widać nie wystarczyło, więc zadzwoniłem do “supportu”. Pani w supporcie próbowała mi zadawać pytania “dla debili” – ale za to jej nie winię – i powiedziala ze czasem ta aktywacja trwa nawet kilka godzin i prosi o cierpliwosc do nastepnego dnia. No to ok… Czekamy.
Następnego dnia – w niedzielę, 15 października, około południa, zadzwoniłem znów “na support” i pytam, czy coś z tym zrobią. Dowiedziałem się, że “jest przebudowa systemu i potrwa to kilka dni”... No to, już zgrzytając zębami, czekamy.
Wydaje mi sie ze jeszcze dzwoniłem w poniedziałek rano, ale nawet już nie pamiętam dokładnie. Żadnych nowych informacji, w każdym razie, nie było. Chyba tego samego dnia zadzwonił pan z TPSA zapytać, czy przyszła w końcu umowa, co napełniło mnie podejrzeniami, że cholerne dokumenty nie zostały zarejestrowane w salonie – może paniusi która je od nas odbierała, nie chciało się wklepać zgłoszenia? Ja wiem, ze facet jest z działu sprzedaży, a nie pomocy technicznej, ale jak powiedziałem, że “nie działa i powiedziano nam to i to i chyba nie powinno tak być, prawda?” – szybko zakończył rozmowę.
Dzisiaj, w niedzielę 22 pazdziernika, wstajemy, a tu coś jakby nie tak z liveboxem – pierwszy raz zresztą, dotąd wszystko sprawowało się bez zarzutu. Świecą się wszystkie diody kontrolne (nie powinno tak być). Zrestartowałem liveboxa, wszystko ok, ale cos mnie tknęło. Zalogowałem się na panel użytkownika na neostrada.pl i co widzę? Zaczął działać link “telefonia internetowa tp”. Po wejściu na tę stronę panelu widać “Wsytąpił Błąd – Nie można pobrać informacji z Platformy” (pisownia oryginału zachowana). “Platforma” to po prostu livebox, więc sprawdzam czy może tam coś trza aktywować – ale nie.
Dzwonię do supportu, i słyszę, że “są restartowane serwery usługi, restart będzie zakończony około godziny 14 i wtedy bez problemu powinien pan być w stanie aktywować usługę”.
Godzina 14:55, jak można się domyślić, ciągle to samo. Nie mam siły już dzwonić do tpsa, bo jeszcze kogoś op*****lę.
Myślałem o tym, żeby opisać to wszystko supportowi emailem, żeby dostac odpowiedź na piśmie, ale link “kontakt” w panelu neostrady oczywiscie dziś nie działał (“Nie znaleziono strony o takiej nazwie”). Tak samo jak link “Pomoc”.
No to dzwonię znów do “supportu”. Tym razem wzięto ode mnie adres MAC i numer seryjny liveboxa i powiedziano, że sprawa jest skierowana do działu technicznego, który do mnie zadzwoni… eee… nie, jednak ja mam zadzwonić. Jutro około 18 – 19.
Ciąg dalszy nastąpi. Zna ktoś dobrych providerów szerokopasmowego internetu w Poznaniu, na Jeżycach?
W firmie, w ktorej pracuje, nie zapewniamy hostingu. Mamy za to stala umowe partnerska z pewnym serwisem hostingowym (swietnym zreszta). Niektorzy klienci jednak (lub ich IT support, zazwyczaj debilny), nie wiedziec czemu, upieraja sie przy hostowaniu swoich stron u innych providerow. No i dobrze, ich sprawa, nie ma problemu ogolnie.
Gorzej, jak zaczyna sie cos dziac. My dzwonimy po prostu do naszego supportu (hi Ryan, hi Jean ;)) i sprawa zalatwiona w kilka minut, w najgorszym razie w pol godziny. A inni providerzy – szkoda gadac…
Ponizej przyklad konwersacji z pania z firmy hostingowej (imiona zmienione). Odpowiada z kilkudniowym opoznieniem, telefon ciagle zajety, cena za hosting: 200 euro na rok za 25 mb powierzchni dyskowej.
Email drugi dotyczacy instalacji AWStats na koncie klienta (w pierwszym prosilem o cos jeszcze i te wlasnie instalacje):
Hi Noelle,Yes, that has been done. Your technical support guys were very helpful – thanks. Has the AWStats script been installed as well?
Thanks again,
Regards,
Peter
Odpowiedzi nie bylo przez miesiac. Okazalo sie, ze Noelle w miedzyczasie odeszla z firmy. Po interwencji sprawa przeszla w rece niejakiej Catherine. Pierwszy email do Catherine:
Hi Catherine,We are the design company dealing with the Client Name website, hosted by your company.
The Client requested that a log analyzer was installed in the back of their site. We were looking at different log analysers and we chose AWStats. Can we have the script installed please? Also, can we have the directory with the statistics password protected
please?Regards,
Peter
Odpowiedz (po tygodniu):
Hi Peter,
You must install that yourself on the customer hosting space. You can also change the permissions for the statistics folder.Kind Regards,
Catherine
No dopsz. To probujemy instalowac z Marcinem. Oczywiscie, nie mamy odpowiednich uprawnien i dostepu do serwera. No to pisze:
Hi Catherine,Thanks for your reply. I am of course aware I can chmod the folders. How can I log into the server to run the necessary Perl scripts? SSH does not seem to be working on port 22. maybe it is configured on some other port?
Regards,
Peter
Odpowiedz (po 2 niach – polepszylo sie! :> ):
Hi Peter,
Can you not call the perl scripts from a browser?Regards,
Catherine
Sprawdzamy, oczywiscie nie da sie. Piszemy:
Hi Catherine,
No I cannot. We need the shell access to configure the scripts.Regards,
Peter
Odpowiedzi nie ma od 3 dni.
Jest środek grudnia. Patrzę ja se ci na widgeta z pogodą i co widzę? A to:

Coś mi nie pasowało, co w miarę oczywiste. Nie, żeby było za ciepło, no może trochę. Ale gdzie deszcz?! Patrzę na tygodniową prognozę pogody, a ona mi dalej bezczelnie łże:

Ale nie ze mną takie numery, mieszkam tu od kilkunastu miesięcy. No to polazł Pieprzysz i pobrał feeda z weather.com zamiast z accuweather.com… i co się okazało?

Tak, to już na pewno bliższe prawdy.
Tak, wiem, nie ma mnie, nie bloguje, nie odzywam sie, nie mam czasu, nie ma Ani, nie ma sensu, nie mam ochoty na nic, nie mam pojecia co bedzie dalej… Mam tylko w perspektywie weekend spedzony na projektowaniu swojej nowej strony. Tak wiec pjepshysh.net idzie w zapomnienie – za stary jestem na takie durne nazwy domen. Po 5 wrzesnia prosze szukac mnie pod parzysz.com lub pepperversion.com. Jeszcze dokladnie nie wiem, gdzie, co i jak bedzie. Ale bedzie.
Bez pliterek, bo z pracy.
NP: Sigur Ros – (), czyli dolowanie sie do granic.