pepperversion

here be peppers ~ since early 2003

Kategoria: Zrzęda

Nie ma… Nie ma… Ale to jest fucha!

W sumie jest mi wszystko jedno w jakiej jestem sieci komórkowej, byle działała i nie była za droga. Średnio interesują mnie SMSy, chcę płacić jakąś tam kwotę na miesiąc i za to mieć ileś tam minut do wszystkich. I może “jakiś internet”. No i tak płacę.

Albo raczej płaciłem. W dniu kiedy kończył się termin płatności, o 19-tej, wybraliśmy się do centrum Plaza w Poznaniu żeby zapłacić rachunek. Weszliśmy do, pożal się Bobie, “salonu” Orange (czynnego do 21:00!), kierujemy się całe 5 metrów do kasy, i z boku słychać burknięcie “Kasa już nieczynna”. Ani słowa wyjaśnienia, ani “przepraszam”, ani “jeśli Państwo chcą dziś zapłacić rachunek, zapraszamy tu i tu”. Nic.

To że płacę stosunkowo niewielkie kwoty za telefon (ok. 100 zł) nie ma tu żadnego znaczenia. Chciałem ostatnio wydać trochę więcej kasy w Orange – kupując iPhone – i nie dość że okazało się to prawie niemożliwe, to w tym samym salonie w Plazie usłyszałem przez telefon “proszę dzwonić i pytać w środę”. Nosz w mordę... chcę u Was wydać 1500 zł, może ktoś łaskawie zadzwoniłby do mnie?! Szkoda wam 2 minut?!

Kiedy Polacy nauczą się porządnej obsługi klienta? A może wystarczyłaby zwykła uprzejmość?

Nie kończy się to na salonach telefonii komórkowych. I Ania i ja spotykamy się z takim traktowaniem na co dzień. No i trochę będziemy podpowiadać tym, którym w ogóle chce się to czytać, do jakich miejsc się wybierać a do jakich nie – przynajmniej w Poznaniu i okolicach. ;) Taki nasz lokalny odpowiednik “co mnie wkurza” Mr. Cejrowskiego. Lubię zrzędzić, więc mnóstwo przykładów już czeka w kolejce. Strzeżcie się sprzedawcy, ekspedienci, pracownicy obsługi klienta, kelnerzy!

Handlowcy reprise

Nagranie odtworzone zaspanemu mnie po podniesieniu słuchawki, ton wybitnie entuzjastyczny:

WITAM! Tu Marcin Jakiśtam skądśtam, GRATULUJĘ! Ten numer został wylosowany do…

[klik]

Handlowcy

Od czasu jak Ania zarejestrowała działalność, spam telefoniczny przybrał na sile. Już nie proponuje się nam tylko udziału w pokazach pościeli z merynosów, ale i bardziej wyszukane towary.

– [Głos w słuchawce] Dzień dobry, Małgorzata Jakaśtam z Działu Nowych Aktywacji Plus GSM, czy z Panią Anną można?

(Od razu otwiera mi się nóż w kieszeni. Co “można”?! Zatańczyć?!)

– [Ja] Nie ma żony w tej chwili.

– [Głos] A może po trzynastej, czternastej? Albo pod innym…
– [Ja (przerywając niechcący)] Po siedemnastej.
– [Głos] No to może pod innym nume…?
– [Ja (przerywając zamierzenie)] Nie.
– [Głos (a w nim konsternacja)] No to może pod innym numerem?
– [Ja] Nie.
– [Głos (po chwili ciszy)] ...Nie?
– [Ja (z delikatnie podniesionym ciśnieniem krwi)] Nie.
– [Głos] Nie?
– [Ja (wzdychając i odpuszczając trochę)] Nie, żona nie będzie do siedemnastej dostępna pod innym numerem telefonu.
– [Głos (wesoło, wyczuwszy rezygnację)] Pozwolę sobie w takim razie zadzwonić po siedemnastej, dziękuję, do widzenia! [klik]
– [Ja (mrucząc do “pustej” słuchawki)] Po siedemnastej to tutaj będzie odbierał telefony ktoś z Wehrmachtu. Albo z Mara Salvatrucha.

Tak więc nie dzwońcie do mnie dziś po siedemnastej na domowy numer, bo zapewne nas nie będzie. A jeśli będziemy, to będziemy gryźć.

Lokalizacja

Przemyślenie mnie dopadło po przełączeniu języka w OS X 10.5 na “Polski”.

Bonziur

Atrakcji biurowych ciąg dalszy

Wróciliśmy z dwutygodniowego pobytu w Dublinie święcie przekonani, że sąsiedzi zdążyli skończyć remont. Wiadomo, że jak się mieszka w bloku to raz po raz trzeba tolerować takie rzeczy jak wiercenie i łupanie młotkiem – całe życie mieszkam w blokach i zdążyłem się przyzwyczaić :) Robią remont to robią, no problem, jak trzeba będzie to i pomogę. Ale trzy tygodnie wiercenia ścian? Dzizus…

W sumie problem jest tylko jeden – jak ja mam tu pracować? o_O

Atrakcje biurowe

Nic tylko się skupić i tworzyć.

Małe oszustwo

Druid napisał ostatnio o kretyństwie zmuszającym studentów pewnej uczelni do używania IE6. I coś mi się przypomniało.

Czasami, robiąc projekt dla klienta, przy okazji kupujemy dla niego nowego peceta, ew. czyścimy starego, robimy update systemu, instalujemy antywirusa, Firefoxa (Operą z średnio zrozumiałych dla mnie powodów nie da się ich zamęczać) firewall itede. Zazwyczaj po niedługim czasie, nawet jak na XP, okazuje się, że system nałapał wirusów i innych adware’owych śmieci. Diagnozę stawiamy odruchowo – “Ha ha, you browsed for porn, didn’t ya?”, po czym klient robi wielkie oczy, czerwieni się i pyta, czy mamy jakiś system który wykrywa co on robił na komputerze. Tia…

Po krótkim czasie sytuacja się powtarza, więc klient przywozi komputer z powrotem, diagnozę stawiamy odruchowo: “Ha ha, you browsed for porn using the big blue E browser, didn’t ya?” Klient znów robi wielkie oczy.

Co pomaga? Nieetyczne usunięcie ikony IE z pulpitu, wstawienie w jej miejsce ikony Firefoxa i podmiana ikony Firefoxa na ikonę IE. Jeśli pominąć ten ostatni krok, w większości przypadków klient zadzwoni, żeby powiedzieć “zepsuliście coś, nie mam internetu!”, ew. znajdzie sobie w menu start ikonę Internet Explorera i… wszystko zaczyna się od początku.

Aha, wiem, że Firefox nie jest w 100% bezpieczny. Ale z doświadczenia wynika że bezpieczniejszy niż IE 6.

No, to… bo żona mie schepie.

Telefonia, pożal się Boże – finał?

Dziś przypadkowo rzuciłem okiem na liveboxa i coś za dużo diod mi tam świeciło. Co się okazuje? Włączyli nam telefonię VoIP. Nikt się nie pofatygował, żeby zadzwonić i powiedzieć że już działa. Całe szczęście, że teraz livebox stoi na wierzchu, nie tak jak kiedys, schowany, bo byśmy nie zauważyli nie wiem jeszcze jak długo (czekaliśmy na obiecany telefon z TP, informujący nas, czy coś da się z “naszym” problemem zrobić).

Teraz czekam więc tylko, kiedy toto bez zapowiedzi wyłączą.

Telefonia, pożal się Boże – ciąg dalszy, a jakże

Oj, biedny, biedny ten pan, który dziś miał nieszczęście odebrać telefon jak zadzwoniłem na infolinię Neostrady.

Po kolei: zadzwoniłem i powiedziałem że to i to, że sprawa już jest ponoć przekazana do działu technicznego, i że miałem dziś zadzwonić się dowiedzieć co i jak z tym zgłoszeniem. Zostałem standardowo poproszony o chwilę cierpliwości, która tym razem trwała kilka ładnych minut (zazwyczaj, trzeba przyznać, załatwiają wszystko szybko).

Po tej “chwili” konsultant poinformował mnie, że sprawa jest przekazana do “komórki wewnętrznej” (khm… i na to potrzebowałeś, człowieku, kilku minut? Przecie właśnie ci to powiedziałem!). Powiedział również, że właśnie rozmawiał z osobą, która się moim problemem zajmuje, i że mam dowiadywać się o rozwiązanie problemu za jakieś... 2 tygodnie. Słownie: DWA TYGODNIE.

AAAAAAAAARGH

Do tego, żeby sobie klient TP nie pomyślał, że się o niego dba, nie istnieje żaden inny (poza infolinią) numer telefonu, pod który mógłbym zadzwonić, żeby się dowiedzieć szczegółów. Nie i koniec. Od tego jest infolinia (no dobra, jakiś sens to ma, ale nie wtedy, gdy infolinia potrafi tylko powiedzieć “proszę zadzwonić jutro… proszę zadzwonić za kilka dni… proszę zadzwonić jutro… proszę zadzwonić za dwa tygodnie…”).

Gdyby nie to, że kupiliśmy aparat telefoniczny specjalnie do tej, pożal się Boże, usługi, dawno bym ich posłał w diabły. A tak – idę czytać dokładnie umowę. Swoją drogą, bardzo dziwiło mnie, że jest w niej tyle paragrafów o reklamacjach – no i proszę, już mnie nie dziwi. Pieprzysz uczy się całe życie.

NP: Disillusion – Gloria

Telefonia, pożal się Boże

Pracuję dla irlandzkiej firmy, więc muszę często dzwonić do Irlandii. W kontaktach z biurem wystarcza Skype Video, ale do klientów dzwoniłem najpierw używając SkypeOut, a potem przerzuciłem się na VoipStunt.

Mamy w domu Neostradę i bardzo sobie chwalimy (tak, wiem, dziwne :)). Potrzebowaliśmy router bezprzewodowy, a nie bardzo był sens go kupować, bo umowę z TPSA mamy jeszcze tylko na kilka miesięcy, to wzięliśmy sobie za złotówkę na miesiąc Liveboxa.

No i się zaczęło. Co jakiś czas dzwoni ktoś z TPSA z propozycją nowych usług. Jak zadzwonili z propozycją darmowej Videostrady (video on demand, czyli reklamowana w TV “wypożyczalnia filmów bez wychodzenia z domu”), to w pierwszej chwili się skusiliśmy, ale zepsuł nam się telewizor, więc dalim sobie spokój.

Jakiś czas później (6 czy 8 października) zadzwonił pan z TPSA, proponując telefonię internetową. Początkowo nie chciałem, ale doszedłem do wniosku, że skoro istnieje opcja z zerowym abonamentem, to i Ani i mnie będzie wygodniej dzwonić za granicę z telefonu niż za każdym razem włączać komputer / program. Zresztą Ania nie lubi siedzieć przy komputerze jak dzwoni, a przy używaniu słuchawki bluetooth Windows XP nam siada (BSOD! Ja chcę porządnego Maka!).

No więc pan powiedział że umowę wyśle pocztą, trzeba ją podpisać i zanieść / wysłać do salonu. Salon mamy pod nosem, więc jak przyszła (po strasznie dłuuugim czasie, w którym wspomniany pan zdążył 3 razy do nas zadzwonić i zapytać czy już dostaliśmy), zanieśliśmy ją od razu (w sobotę, 14 października) do salonu i przekonani, że wszystko ok, polecieliśmy kupić drugi aparat telefoniczny.

Zgodnie z instrukcją dołączoną do umowy, usługa powinna zostać uruchomiona zaraz po zarejestrowaniu dokumentów w salonie. Kupiliśmy drugi telefon i wieczorem sprawdzamy czy toto działa – oczywiście, nie. Wszystko zrobiliśmy zgodnie z instrukcją, ale widać nie wystarczyło, więc zadzwoniłem do “supportu”. Pani w supporcie próbowała mi zadawać pytania “dla debili” – ale za to jej nie winię – i powiedziala ze czasem ta aktywacja trwa nawet kilka godzin i prosi o cierpliwosc do nastepnego dnia. No to ok… Czekamy.

Następnego dnia – w niedzielę, 15 października, około południa, zadzwoniłem znów “na support” i pytam, czy coś z tym zrobią. Dowiedziałem się, że “jest przebudowa systemu i potrwa to kilka dni”... No to, już zgrzytając zębami, czekamy.

Wydaje mi sie ze jeszcze dzwoniłem w poniedziałek rano, ale nawet już nie pamiętam dokładnie. Żadnych nowych informacji, w każdym razie, nie było. Chyba tego samego dnia zadzwonił pan z TPSA zapytać, czy przyszła w końcu umowa, co napełniło mnie podejrzeniami, że cholerne dokumenty nie zostały zarejestrowane w salonie – może paniusi która je od nas odbierała, nie chciało się wklepać zgłoszenia? Ja wiem, ze facet jest z działu sprzedaży, a nie pomocy technicznej, ale jak powiedziałem, że “nie działa i powiedziano nam to i to i chyba nie powinno tak być, prawda?” – szybko zakończył rozmowę.

Dzisiaj, w niedzielę 22 pazdziernika, wstajemy, a tu coś jakby nie tak z liveboxem – pierwszy raz zresztą, dotąd wszystko sprawowało się bez zarzutu. Świecą się wszystkie diody kontrolne (nie powinno tak być). Zrestartowałem liveboxa, wszystko ok, ale cos mnie tknęło. Zalogowałem się na panel użytkownika na neostrada.pl i co widzę? Zaczął działać link “telefonia internetowa tp”. Po wejściu na tę stronę panelu widać “Wsytąpił Błąd – Nie można pobrać informacji z Platformy” (pisownia oryginału zachowana). “Platforma” to po prostu livebox, więc sprawdzam czy może tam coś trza aktywować – ale nie.

Dzwonię do supportu, i słyszę, że “są restartowane serwery usługi, restart będzie zakończony około godziny 14 i wtedy bez problemu powinien pan być w stanie aktywować usługę”.

Godzina 14:55, jak można się domyślić, ciągle to samo. Nie mam siły już dzwonić do tpsa, bo jeszcze kogoś op*****lę.

Myślałem o tym, żeby opisać to wszystko supportowi emailem, żeby dostac odpowiedź na piśmie, ale link “kontakt” w panelu neostrady oczywiscie dziś nie działał (“Nie znaleziono strony o takiej nazwie”). Tak samo jak link “Pomoc”.

No to dzwonię znów do “supportu”. Tym razem wzięto ode mnie adres MAC i numer seryjny liveboxa i powiedziano, że sprawa jest skierowana do działu technicznego, który do mnie zadzwoni… eee… nie, jednak ja mam zadzwonić. Jutro około 18 – 19.

Ciąg dalszy nastąpi. Zna ktoś dobrych providerów szerokopasmowego internetu w Poznaniu, na Jeżycach?