Poznań -> Davos—“the best driving road in the world”—> Stelvio -> Lago di Garda -> muzeum Ferrari, muzeum Lamborghini -> Firenze -> Roma -> Tropea -> Venezia -> Poznań.
How does that sound for a motoring holiday? :D
Takie przemyślenie: skoro IMMD ma dziennie dużo więcej wpisów niż YAFUD, czy to znaczy że przeciętny geek jest optymistą? Bo mnie to wygląda na glitch in the Matrix.
Jak widać. Zmiana wyglądu i konfiguracji będzie robiona na żywym organizmie, więc będzie tu przez jakiś czas bałagan.
No i co z tego? :)
No i się blog przeprowadził. Tym razem, mam nadzieję że na długo, “wiszę” na serwerach Progreso. Niedługo nowy wygląd bloga… i w ogóle powieje świeżością :)
Przez jakiś czas blog będzie nieco kulawy – polskie znaki jeszcze nie wszędzie działają, pluginy jeszcze trzeba zaktualizować i aktywować, podłączyć Flickr zamiast Gallery2… Powoli wszystko się zrobi.
Okazja: Dzień Sprzątania Biurka (czy jakoś tak). Czas sprzątania: 0 sekund. Nie umiem pracować w bałaganie.
Tak więc nawet mając stare odrapane i obłażące z okleiny biurko, a na nim milion rzeczy (na zdjęciu wszystkich nie widać, zapewniam :) ), można nie musieć sprzątać biurka.
Ten post jest sponsorowany przez Tego Który Nie Wierzył Że Mam Porządek. (Pozdrawiam, Maćku ;) )

Jednym z moich postanowień noworocznych jest powrót do blogowania, i tym razem pisanie sensowne ;) Już mi to z 2 razy nie wyszło, ale tym razem się postaram.
Zresztą, jedyne poważne postanowienie noworoczne jakie kiedykolwiek miałem, wypaliło (i to dosłownie):

Dziś mija rok, od kiedy rzuciliśmy z Niu palenie. Yay! ;)
Nie wiem jak inni, ale ja podczas różnego rodzaju świąt lubię się pobyczyć i wyluzować trochę (przynajmniej od czasu kiedy zacząłem normalnie pracować ;) ).
W tym roku jednak za cholerę nie było okazji. Tata Ani miał wylew, leży w klinice rehabilitacyjnej pod Bydgoszczą, więc Wigilię spędziliśmy w pociągach, autobusach i taksówkach – w sumie 11 godzin podróży, tylko po to, żeby być u ojca przez 2 godziny. Kolację wigilijną jedliśmy o 21:30 i prawie natychmiast padliśmy ze zmęczenia na mordkę, wymęczeni podróżą i całodziennymi sobotnimi przygotowaniami do Świąt (dźwiganie kilkudziesięciokilogramowej donicy z choinką z Rynku Jeżyckiego do domu – jakieś 1000 metrów – included!).
25-go pojechaliśmy odwiedzić Elizkę, która zawitała na 3 dni do Polski; znów wróciliśmy wieczorem. Drugie Święto było spokojne – filmy i leniuchowanie, ale potem znów się zaczęło.
27 grudnia – odwiedziny w Koźminie u moich rodziców. 28 – powrót o 14 do Poznania, o 17 już wyjeżdżaliśmy do Więcborka, bo trzeba było pozałatwiać różne rzeczy za i dla leżącego w szpitalu ojca Ani. Prosto stamtąd odebrali nas Małgosia i Arek (pozdrawiamy :) ) i pojechaliśmy – uwaga – na 3 dni do Poddąbia. I tam dopiero odpoczęliśmy. Pogoda była nawet niezła, tylko w sylwestrowy poranek przylazł sztorm. Dowód w postaci filmu – poniżej.
Wynik jest taki, że nie skończyłem żadnych projektów, jakie miałem skończyć w Święta, i muszę robić je teraz wieczorami. A od wczoraj znów normalna kołomyja w pracy…
Muszę odpocząć, mówiłem już?