I znów po DT
Dream Theater, Katowice, Spodek, 12 czerwca 2007:
Overture 1928 / Strange Deja Vu
No dooobra, to już było…
Honor Thy Father
Nie jestem wielkim fanem Train of Thought, ale ten kawałek na żywo miażdzy m/
Constant Motion
Na płycie – nieudolna próba udawania Megadeth. Na żywo – masakra :)
The Dark Eternal Night
Mogę tylko napisać: m/m/ :) Yeah!
Surrounded
Pierwszy klasyk tego wieczoru, do tego niezbyt spodziewany. Ze wstawką z Pink Floyd pod koniec. Yyy… One Of My Turns? Nobody Home? Coś z The Wall to było, może ktoś zapamiętał? UPDATE: Po ponad roku od koncertu skapnąłem się oglądając jakieś solo Pietruszki na YouTube, że to było Surrounded ze wstawkami z Sugar Mice Marillionu i Mother Pink Floyd.
Never Enough
Octavarium ssie, poza dwoma, ewentualnie trzema, utworami. Never Enough jest tym “ewentualnym trzecim”, a na żywo wychodzi genialnie.
Forsaken
Coś z nowego albumu do pośpiewania dla publiczności. I znów, na żywo świetnie wyszło.
Take The Time
Wiadomo było, że to zagrają, ale jak już zabrzmiała pierwsza nutka, dostałem kosmicznego strzału adrenaliny :)
The Spirit Carries On
Smęty do pośpiewania dla publiczności, ogólna laba, zapalniczki, łer dyd łi kam from, łaj ar łi hir i tak dalej.
Home
Ktoś na jakimś forum napisał że było zagrane “bez życia”. Ten ktoś chyba był tylko na koncercie Riverside, bo ci, niestety, zagrali jakby w smole się grzebali. Szkoda :(
Bisy (już?!)
Wait For Sleep
Klasyczny utwór, piękna atmosfera, Serek w szczytowej formie, Rudess grający chyba z większym uczuciem niż na Images & Words… I przez niecałe trzy minuty cicha nadzieja, że zaraz po tym zagrają...
Learning To Live
... no właśnie. Swój opus magnum, utwór który jest dla mnie jednym z największych dokonań muzycznych w ogóle. Bez zbędnych fajerwerków, za to zagrany jako ostatni, pozostawił po sobie, jak zwykle w moim przypadku, niepokojące, niesamowite uczucie i przymus zobaczenia go na żywo jeszcze raz.
Å»aden koncert na jakim Dream Theater grają ten kawałek nie może być złym koncertem.
Aha, LaBrie “wyciągnął” wszystkie wysokie partie, nie tylko w tym utworze, ale podczas całego koncertu, i to nie drąc się w niebogłosy, tylko po prostu je zaśpiewał. No, no… :)
Pozdrowienia dla Krzyśka i Antka którzy dzielnie wieźli nas z powrotem do Poznania, prowadząc na zmianę samochód do 4:30 rano!
