Też mi odpoczynek

Nie wiem jak inni, ale ja podczas różnego rodzaju świąt lubię się pobyczyć i wyluzować trochę (przynajmniej od czasu kiedy zacząłem normalnie pracować ;) ).

W tym roku jednak za cholerę nie było okazji. Tata Ani miał wylew, leży w klinice rehabilitacyjnej pod Bydgoszczą, więc Wigilię spędziliśmy w pociągach, autobusach i taksówkach – w sumie 11 godzin podróży, tylko po to, żeby być u ojca przez 2 godziny. Kolację wigilijną jedliśmy o 21:30 i prawie natychmiast padliśmy ze zmęczenia na mordkę, wymęczeni podróżą i całodziennymi sobotnimi przygotowaniami do Świąt (dźwiganie kilkudziesięciokilogramowej donicy z choinką z Rynku Jeżyckiego do domu – jakieś 1000 metrów – included!).

25-go pojechaliśmy odwiedzić Elizkę, która zawitała na 3 dni do Polski; znów wróciliśmy wieczorem. Drugie Święto było spokojne – filmy i leniuchowanie, ale potem znów się zaczęło.

27 grudnia – odwiedziny w Koźminie u moich rodziców. 28 – powrót o 14 do Poznania, o 17 już wyjeżdżaliśmy do Więcborka, bo trzeba było pozałatwiać różne rzeczy za i dla leżącego w szpitalu ojca Ani. Prosto stamtąd odebrali nas Małgosia i Arek (pozdrawiamy :) ) i pojechaliśmy – uwaga – na 3 dni do Poddąbia. I tam dopiero odpoczęliśmy. Pogoda była nawet niezła, tylko w sylwestrowy poranek przylazł sztorm. Dowód w postaci filmu – poniżej.

alt : test.mov

Wynik jest taki, że nie skończyłem żadnych projektów, jakie miałem skończyć w Święta, i muszę robić je teraz wieczorami. A od wczoraj znów normalna kołomyja w pracy…
Muszę odpocząć, mówiłem już?