Lecieliśmy z Elizką do Dublina przez Londyn Luton (fuj) i mieliśmy trochę czasu między przylotem a odlotem. Jako, że w samolocie z Poznania było piekielnie gorąco, Pieprzysz postanowił napić się czegoś. Nie chciałem latać po bankomatach i wypłacać funtów (bo po co mi one później u mnie na wsi), więc policzyłem skrzętnie drobniaki brytyjskie jakie miałem w portfelu. Uzbierało się tego tyle, że wystarczyło na wodę mineralną, więc butnym krokiem polazłem do sklepu i ową butelkę usiłowałem nabyć, trzymając w ręce funty oddzielone od spoczywających w portfelu euro. Jakież było moje zdziwienie, gdy pani za ladą powiedziała z naciskiem “It’s 1.39 POUNDS, sir”.
No i co? No i trzymając w ręce funty, usiłowałem zapłacić za wodę w euro, a musiałem je w tym celu wygrzebać z portfela, co szło mi niezbyt dobrze, zważywszy, że jedną dłoń miałem zajętą funciakowymi monetami…
Elizie się nie przyznałem, po co ma myśleć że szwagier jest chory umysłowo. :P
(Dla normalnych ludzi: tytuł tego wpisu pochodzi z serialowej, wieczorynkowej wersji Kubusia Puchatka :) )